Pierwszy dzień z rodzinką był dziwny, ale to chyba wszyscy tak mają. Po przylocie do Chicago z lotniska odebrał mnie kierowca ponieważ moja hostka nie mogła i zawiózł mnie pod sam dom. Na miejscu czekała na mnie hostka, dzieciaczki i niania która się nimi opiekowała. (Wcześniej nie wspominałam, ale mam rozwiedzioną mamę i dwójkę chłopaczków 4 i 7 lat). Po wejściu do domu pokazała mi wszystkie pokoje (co, gdzie, jak) i zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Dała mi chwilkę czasu na ogarnięcie i poszliśmy na kolację. Mieszkam w bardzo fajnym miejscu w Chicago. Wszystko mam pod nosem, a do centrum 1.5 mili. Pierwszy tydzień z host rodzinką był zwariowany. Duży natłok informacji, dużo załatwiania i pierwsze jazdy samochodem. Najgorzej było z tym ostatnim. Zapamiętać wszystkie trasy dla mnie to był jakiś koszmar. Uwielbiam jeździć autem, ale przerażała mnie ta myśl, że będę musiała jeździć w takim dużym mieście. (Na dzień dzisiejszy jest super, wsiadam do auta i jadę niczym się nie przejmując).
Zdjęcie z samolotu w podróży z NY do Chicago
Widok z okna
Nocny widok z plaży na miasto
Na plażę mam jakieś 5 minut spacerkiem
Downtown
The Baha'i House of Worship
Dom z filmu "Kevin sam w domu"
Przepraszam za jakość niektórych zdjęć, ale w większości robione są telefonem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz