środa, 1 października 2014
Long Island, NY, Training school
Po całej długiej wyprawie do training school dotarłyśmy ok. 11pm. Dla mnie szkoła w NY była jednym z gorszych przeżyć. W czasie kiedy my przyjechałyśmy do szkoły u mnie dziewczyny w pokoju już spały i dawno się ze sobą zapoznały. W pokojach podzieleni byliśmy na stany w których będziemy spędzali nasz rok w USA. Zajęcia wyglądały dokładnie tak samo + kilku ludzi którzy nie mieli stworzonej grupy, ponieważ było ich za mało. w przed ostatni i ostatni dzień zajęć podobało mi się najbardziej. Zajęcia w grupach i American Red Cross. W szkole byliśmy w poniedziałek w nocy a do rodzinek rozjeżdżaliśmy się w piątek. W czwartek była wycieczka do NY za którą można sobie zapłacić samemu (70$ chyba czy coś koło tego) bądź dostajecie w prezencie od rodzinki. Ja dostałam od rodzinki, ale razem z koleżankami poprosiłyśmy tylko o transport i zorganizowałyśmy sobie trip same :) Najlepsze co mogło być. Ale to opiszę w kolejnym poście. Zajęcia w szkole twają długo, polecam uzbroić się w cierpliwość. Dla mnie było to trudne hahaha. Nasz tydzień w training school pobił podobno rekord liczby au pair, ( jakoś ponad 300). Najwięcej dziewczyn było z Niemiec, Meksyku, Brazylii, Kolumbii, Francji i chyba tyle :) Reszta to były grupki jakieś 10/15 osobowe. Nasza Polska grupka liczyła 9 osób. No to chyba tyle z wieści ze szkoły. Aaaaha proszę was jak będziecie spać na łóżkach w szkole nie przeraźcie się, ale są to chyba najgłośniejsze łóżka jakie kiedykolwiek widziałam i słyszałam. Strach się ruszyć, żeby kogoś nie obudzić.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz