Dzień wylotu
Dzień wylotu to chyba jeden z najgorszych dni w ciągu całego tego procesu. Ja dzień wcześniej miałam totalne załamanie, płakałam cały dzień, umierałam ze stresu i nic nie umiałam jeść. TRAGEDIA. W sam dzień wylotu nie było tak źle, obudziłam się rano, najpóźniej jak się dało żeby za dużo nie myśleć i jechać na lotnisko. Na samym lotnisku miałam lekki stres i totalnie nieogarniętą sytuację :) Czekałam na resztę dziewczyn, pilnowałam przy którym stanowisku mamy się wstawić i wgl.. dużo różnych rzeczy się działo. :) Nie miałam za to czasu myśleć o tym, że widzę moją rodzinkę ostatni raz przed rocznym rozstaniem. Potem już tylko zbiórka, bramki i ostatnie uściski z rodzinką. Byłam twarda i nie płakałam, ale wygoniłam moją rodzinkę żeby nie stali i nie czekali aż przekroczę bramki. Na lotnisku zgadałam się z kilkoma dziewczynami i tak też trzymałyśmy się przez całą podróż, łącznie ze szkołą w NY. Lot był okej, linie lotnicze całkiem spoczko wszystko było okej. Żadna z nas nie wierzyła w to, że naprawdę siedzimy w samolocie i lecimy do NY, że to wszystko dzieje się naprawdę. No teraz mogę dodać kilka zdjęć.. Nareszcie !! Może nie będzie tak nudno.
Warszawa- Londyn
Londyn - Heathrow
Londyn - Nowy Jork
Nowy Jork
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz